Fizyczne fetysze to tylko jeden z wielu kawałków mojego seksualnego ciasta, połączone lukrem psychoz i szaleństw. Transseksualny typ urody, homo-pierwiastek, swego rodzaju trup w szafie w koronkowych majtkach. Pełne usta, diastema, wielkie, zmęczone oczy, kościste dłonie, palce pianisty. Co jednak z osobowością? Wszak słoik oprócz etykiety ma w środku ogórki. Co jest moim ogórkiem (eh kurwa, te porównania...)?
Przede wszystkim lubię ludzi rozwiązłych. Poetycka rozwiązłość rodem z powieści Marqueza ( choćby 100 lat samotności ,gdzie każdy sypia z każdym), rozwiązłość młodej prostytutki z dzielnicy Czerwonych Latarni z umalowanymi na karmin ustami, rozwiązłość przewodnika po muzeum erotycznym w Kopenhadze. Rozwiązłość pod garniturem, w biały dzień, w śnieżnej pościeli, z niewinnością. Nieoczywista, ale pełna życia, radosna, pozbawiona zahamowań i hipokryzji. Piżmo, skóra i zapach wiśni.
Druga ważna sprawa. Inteligencja. Przy inteligentnych ludziach staje mi pała. Mogą mieć kupę przyklejoną do czoła, jeśli jednak zaczną ze mną dyskusje na temat teorii hedonizmu przedstawionej w "Portrecie Doriana Greya" osobiście im tę kupę zetrę. Jęzorem. Jak widzę jak bardzo akceptowalna jest głupota ludzka dostaje problemów z prostatą mentalną. Chcemy głupich ludzi, chcemy różu i brokatu, chcemy serpentyn z dupy, jednorożców na parkingu, dzieci o imieniu Paris i Robin,białych kozaczków, chleba z paprykarzem i Pani Lodzi. A ja chcę kogoś mądrego, kogoś kto rozmową zgwałci mój oczytany umysł, kto zmusi mnie swoją filozofią do pokazania cycków ( są świetne), kto rozkocha mnie swoim głosem gdy będzie mi deklamował poezję rosyjską, dla kogo umrę by usłyszeć jeszcze raz wyszeptane teorie spiskowe carskiej Rosji. Umysł, głęboki i chcący penetracji, umysł mroczny w pewnym sensie. Rozwiązłość i inteligencja plus zmysłowe usta, nerwowe dłonie, wielkie oczy...Zaczynam pulsować.
Przede wszystkim lubię ludzi rozwiązłych. Poetycka rozwiązłość rodem z powieści Marqueza ( choćby 100 lat samotności ,gdzie każdy sypia z każdym), rozwiązłość młodej prostytutki z dzielnicy Czerwonych Latarni z umalowanymi na karmin ustami, rozwiązłość przewodnika po muzeum erotycznym w Kopenhadze. Rozwiązłość pod garniturem, w biały dzień, w śnieżnej pościeli, z niewinnością. Nieoczywista, ale pełna życia, radosna, pozbawiona zahamowań i hipokryzji. Piżmo, skóra i zapach wiśni.
Druga ważna sprawa. Inteligencja. Przy inteligentnych ludziach staje mi pała. Mogą mieć kupę przyklejoną do czoła, jeśli jednak zaczną ze mną dyskusje na temat teorii hedonizmu przedstawionej w "Portrecie Doriana Greya" osobiście im tę kupę zetrę. Jęzorem. Jak widzę jak bardzo akceptowalna jest głupota ludzka dostaje problemów z prostatą mentalną. Chcemy głupich ludzi, chcemy różu i brokatu, chcemy serpentyn z dupy, jednorożców na parkingu, dzieci o imieniu Paris i Robin,białych kozaczków, chleba z paprykarzem i Pani Lodzi. A ja chcę kogoś mądrego, kogoś kto rozmową zgwałci mój oczytany umysł, kto zmusi mnie swoją filozofią do pokazania cycków ( są świetne), kto rozkocha mnie swoim głosem gdy będzie mi deklamował poezję rosyjską, dla kogo umrę by usłyszeć jeszcze raz wyszeptane teorie spiskowe carskiej Rosji. Umysł, głęboki i chcący penetracji, umysł mroczny w pewnym sensie. Rozwiązłość i inteligencja plus zmysłowe usta, nerwowe dłonie, wielkie oczy...Zaczynam pulsować.


-
yelly:
-
chojrak tchórzliwy pies:
-
Kociarra:
Pokaż wszystkie (28) ›